Łzy mieszające się z kroplami deszczu, włosy rozwiane przez
zimny wiatr. Ludzie patrzyli się na mnie jak na wariatkę, bo w końcu kto
normalny biega po mieście podczas takiej pogody? Ja nie miałam wyboru.
Uciekałam przez własnym ojcem, który znowu zaczął kłócić się z mamą. W domu
były ciągłe awantury, żyć się nie dało. Nigdy nie zaprosiłam żadnej koleżanki
do domu, bo to aż wstyd.
Tym razem doszło do ostrego rękoczynu. Rodzicielka dostała w
głowę butelką po wódce, którą tata zawsze ma przy sobie. Wszędzie było pełno
krwi… Kobieta tracąc przytomność powiedziała „Patrycja, ja sobie dam radę… Uciekaj…”.
Tak też zrobiłam.
Poczułam, że przez pośpiech kogoś popchnęłam.
-
Przepraszam – wymamrotałam opanowując łzy.
- Nie ma
sprawy. – odezwała się owa osoba. Podniosłam wzrok wyżej, by zobaczyć jej
twarz. Był to mężczyzna, w wieku moich rodziców. – Coś się stało, że płaczesz?
Mogę ci jakoś pomóc? – zapytał kładąc rękę na moim ramieniu.
- Dopadnę
cię suko! – usłyszałam po czym zerwałam się przerażona do biegu, lecz
przeszkodziła mi w tym dłoń faceta.
- Ooo, na romanse
ci się zebrało?! Taka sama dziwka z ciebie jak i z matki! – ojciec wykrzyczał rzucając
się z pięściami na mnie. Na szczęście mężczyzna, którego popchnęłam stanął w
mojej obronie. Nie wiedziałam co robić. Uciekać? Zostać tu? Postanowiłam
zawiadomić policję. Trzęsącymi rękoma wyciągnęłam telefon z kieszeni i
zawiadomiłam władze. Byłam tak roztrzęsiona, że nie podałam co się stało, tylko
miejsce zdarzenia. Po chwili bujki ojciec leżał unieruchomiony.
- Zadzwoniłaś
na policję? – spytał mój wybawca.
- Tak… Zaraz
będą.
- Na
własnego tatę donosić?! Jeszcze tego pożałujesz! – zagroził „tatuś”.
-Cisza! –
warknął do niego mężczyzna. W oddali widziałam świecące niebiesko – czerwone koguty
na radiowozie.
- Zabieramy
go panowie, raz, raz! – powiedział chudziutki policjant do dwóch
masywniejszych. Po chwili byli z powrotem w samochodzie. – A państwa prosiłbym
o zgłoszenie się jutro na komisariat w celu złożenia zeznań.
- Dobrze. Do
widzenia. – odpowiedział bohater. Radiowóz wraz z moim tatą odjechali.
-Dziękuję. –
wyszeptałam patrząc się zapłakanymi oczami w jego tęczówki. Odwróciłam się i
miałam zamiar udać w stronę domu zobaczyć co z mamą, choć byłam pewna, że już
nie żyje…
- A ty
dokąd? Nigdzie cię tak nie puszczę. Cała się trzęsiesz… - powiedział swoim
spokojnym głosem. Jeszcze bardziej
zaczęłam płakać, a on przytulił mnie do swojego torsu. Wtuliłam się jak najmocniej,
bo nareszcie od długiego czasu czułam się bezpieczna. W ramionach obcego faceta
bezpieczniej niż we własnym domu, czyż to nie komiczne? – Zadzwonię do Eli i
powiem, że będziesz u nas nocować. – domyślałam się, że Ela to jego żona.
-Ale… Ale w
domu została moja mama, ona chyba nie żyje – powiedziałam szlochając. Przytulił
mnie jeszcze mocniej gdy to usłyszał.
- Idź do
samochodu – wskazał na niebieskiego fiata stojącego parę metrów od nas – ja zaraz
do ciebie pójdę, ale najpierw załatwię odpowiednie osoby by zobaczyli co z
twoją mamą. Podaj adres.
-
Mickiewicza 5. Dom jest otwarty. – powiedziałam po czym posłusznie udałam się w
stronę pojazdu. Deszcz nadal padał przez co gdy usiadłam w fotelu na przedzie,
woda płynęła ze mnie jak z wodospadu. Kiepskie porównanie, ale tak też było.
Po chwili
mężczyzna wsiadł do samochodu i odpalił silnik po czym zaczął wykręcać.
- Będziesz u
nas przez najbliższe kilka dni nocować.
- Dziękuję
panu, ale nie chcę robić problemu.
- To
naprawdę żaden problem. Poza tym, jestem Marek, a nie pan. – powiedział wysyłając
mi ciepły uśmiech.
- Patrycja. –
delikatnie odwzajemniłam gest. – Marek Baros? – zapytałam.
-Tak. Skąd
wiesz jak się nazywam?- również spytał nieco zdziwiony.
- Chodzę z
pa… twoim synem do szkoły. – i tu przed oczami stanęła mi twarz mojego wroga –
Pawła. W szkole unikaliśmy się jak ogień wody, a jak już rozmawialiśmy, to
kłóciliśmy się. Teraz przez kilka dni będę z nim mieszkać…
-Ooo,
widzisz. Paweł będzie miał koleżankę, już nie będzie marudził, że mu się
nudzi.- oznajmił uradowany Marek.
- Tak…-
westchnęłam ukrywając… właściwie sama nie wiem, jak te uczucie nazwać.
Robiło
się ciemno. Marek zatrzymał samochód przy domu o łososiowym kolorze.
-To tu.-
powiedział wysiadając. Zrobiłam to samo, co on. Podążałam za nim. Krok w krok.
Nie ukrywam, bałam się jak Paweł zareaguje na moją osobę. Weszliśmy do domu.
Zdjęliśmy kurtki i ubłocone buty.
- Witaj w
naszych skromnych progach! – usłyszałam miły kobiecy głos, po czym przeniosłam
wzrok na jego właścicielką. Domyśliłam się, że to Ela.
- Dobry
wieczór.
- Chodźcie
na kolację. – powiedziała uśmiechnięta. Nie wiedziałam co zrobić, w końcu byłam
w domu u ludzi, których nie znam. Spojrzałam wystraszonymi oczami na Marka.
- Czuj się
jak u siebie w domu. – dodał otuchy prowadząc do kuchni. Była niewielka, ale
przytulna. Naprzeciwko wejścia znajdowało się okno, na którego parapecie stały
kwiaty. Beżowe ściany pokryte gdzieniegdzie płytkami odbijały światło od dość
sporego żyrandolu. Zasiedliśmy przy stole, na którym były cztery nakrycia, co
oznaczało, że mój wróg lada chwila zjawi się tu.
- Proszę,
częstuj się. – znów zabrzmiał miły głos kobiety. Stół był wypełniony jedzeniem.
Tu parówki, tam kanapki, w drugim rogu tosty. Dzisiejsze zdarzenia zupełnie
odebrały mi apetyt, więc sięgnęłam po mały, suchy kawałek chleba, który działał
na mnie uspokajająco. Szybko go zjadłam, bo w końcu był on malutki.
- Co ten
Paweł nie idzie? Paweł, kolacja już dawno czeka! – zawołał go Marek. Moje
przerażenie rosło, nie wiedziałam co zrobić, siedziałam jakby coś mnie
sparaliżowało. Usłyszałam, że chłopak schodzi po schodach, już tylko chwila i
tu będzie, już…
- A co ona –
pokazał z niedowierzaniem na mnie – tutaj robi?
-Patrycja,
nie „ona”, synu. – upomniała się pani Ela.
- Patrycja
będzie u nas przez najbliższe kilka dni, bo w jej rodzinie wydarzyło się kilka
niemiłych sytuacji. – wytłumaczył zbulwersowanemu Pawłowi Marek.
-Aha –
powiedział bezskutecznie próbując ukryć emocje. Złapał w rękę kanapkę i udał
się z powrotem, na piętro.
-A ty gdzie?
– spytała pani domu.
- Zjem w
pokoju! – usłyszeliśmy odpowiedź.
- Choć
Patrycja, dam Ci piżamę, ubrania na jutro i pokażę gdzie będziesz spać.- zwróciła
się do mnie. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, więc tylko pokiwałam
głową, wstałam i podążyłam za kobietą. Udałyśmy się na piętro. Otworzyła drzwi
do pokoju, w którym świeciło się światło.
- Tu jest
twoje łóżko – powiedziała wskazując na pościelone, dość spore łóżko. Sam pokój
nie był duży. Niebieskie ściany idealnie komponowały się drewnianymi meblami.
Naprzeciwko wejścia było okno, po lewo – jak się domyślałam – łóżko Pawła, po
prawo jego biurko, za którym siedział robiąc coś na komputerze, obok biurka
stała szafa, a obok niej „moje” łóżko. – Zaprowadzę cię do toalety, od razu
weźmiesz prysznic, i się położysz, bo wyglądasz na zmęczoną. – i znów tylko
pokiwałam wystraszona głową. – Spokojnie, nie martw się, my nie gryziemy – powiedziała
trochę rozbawiona pani.
- Wiem,
wiem. – delikatnie się uśmiechnęłam.
- O, tu jest
toaleta – pokazała kobieta otwierając drzwi do pomieszczenia. – Na pralce
naszykowałam ci ubrania, ręcznik, szczoteczkę i piżamę.
- Dziękuję
pani. – powiedziałam wdzięcznie.
- Mów mi po
imieniu, bo gdy mówi do mnie ktoś na „pani” to czuję się staro – zaproponowała od
teraz Ela puszczając mi oczko, po czym zniknęła zamykając drzwi do toalety.
Westchnęłam.
Weszłam pod prysznic i ekstremalnie szybko się umyłam. Ubrałam naszykowaną
fioletową piżamę, wyszłam z pomieszczenia i udałam się do pokoju, w którym był
on. Jak najciszej weszłam pod kołdrę zamykając oczy i próbując zasnąć.
- Musiałaś akurat
tu się przyczaić sieroto?! – krzyknął szeptem.
- Ale
przecież, to nie moja wina…
- A czyja?!
Dobra, wiesz co, nie gadam z takimi jak ty. Już nie odzywaj się, bo chcę spać. –
powiedział niemiłym głosem odwracając się na łóżku tak, by być tyłem do mnie.
-Dobranoc. –
nie chciałam być niemiła, więc…
- Nic nie
będzie dobre, jeśli ty będziesz w pobliżu!
Heh, widzę sporo nawiązań do Twojego życia, fajnie, że Patrycja mieszka w moim domu xD reszty nawiązań nie skomentuję wiesz dlaczego.
OdpowiedzUsuńTwój styl pisania jest o wiele lepszy niż wcześniej, nawet błędów nie ma aż tak dużo. Fajnie się zaczyna, ale brakuje mi trochę troski Patrycji o rodziców. Rozumiem, też bym nie chciała mieszkać w domu wroga, ale pewnie miałabym to gdzieś, kiedy miałabym taką sytuację w domu. Nawet się nie spytała czy jej mama żyje, czy nie, a kto by na jej miejscu tego nie zrobił? i dlaczego nie zadzwoniła po policję ani po pogotowie, kiedy wybiegła z domu, tylko dopiero jak wpadła na tego faceta? :P Poza tym mogłaś gdzieś wkleić trochę opisu bohaterów... np. "wiatr rozwiewał moje blond włosy" "przez całe osiemnaście lat mojego życia ojciec pił" "wpadłam na bruneta koło czterdziestki" czy cokolwiek, bo tak naprawdę cały wygląd bohaterów czytelnicy muszą sobie wymyślić, nie dajesz nic od siebie :P
Nie krytykuję Cię, bo wiem, że to dopiero początek, ciocia Ania daje po prostu dobre rady, jako doświadczona osoba. Mam nadzieję, że będziesz się rozwijać na tym blogu i każdy wpis będzie coraz lepszy :)
dużo czytaj, to pomoże :P
pozdrawiam :) xx
Dzięki za rady :) z początku dostałam zawału jak zobaczyłam "w moim domu" bo myślałam, że to wiesz kto... Opisu bohaterów narazie nie ma. NARAZIE XD bo zaplanowałam je na dalsze rozdziały. Patrycja ma 14 lat, nie 18 xD Nie zadzwoniła po pomoc, bo ojciec ją gonił, gdyby zatrzymała się, to byloby po niej ;) Nie pyta się co z mamą bo też zaplanowałam to na kolejny rozdział, no nic więcej nie powiem, bo bym streściła tu kolejną część ;) Też mam nadzieję, że będę się tu rozwijać i również pozdrawiam :*
Usuńnie wiedziałam ile ma lat, osiemnaście było tylko przykładem :P ale nie ma, że sobie zaplanowałaś na następny rozdział xD każdy by na jej miejscu zapytał o mamę i jak dla mnie to trochę nielogiczne, ale ok...
Usuń